środa, 26 listopada 2014

124 mieszkania w Poznaniu kupione dla Funduszu Mieszkań na Wynajem

124 mieszkania w Poznaniu kupione dla Funduszu Mieszkań na Wynajem 

Budynek liczący 124 mieszkania został w tym tygodniu kupiony do Funduszu Mieszkań na Wynajem. Do budynku zlokalizowanego przy ul. Saperskiej 32B i 32C w Poznaniu pierwsi najemcy będą mogli wprowadzić się w marcu 2015 r.
Budynek ma 6 pięter, 2 klatki schodowe oraz garaż podziemny. Znajdują się w nim 124 mieszkania o powierzchni od 23 m2 do 72 m2. Nieruchomość znajduje się na terenie rozbudowywanego obecnie osiedla, położonego w dzielnicy Wilda. Bezpośrednie sąsiedztwo stanowią budynki mieszkalne wielo- i jednorodzinne. W okolicy znajdują się punkty handlowe i usługowe, szkoły oraz przedszkole publiczne, a także las i ogrody działkowe. Budynek położony jest 6 km od centrum Poznania, dojazd samochodem zajmuje ok. 20 minut, dostępna jest także komunikacja miejska (najbliższy przystanek znajduje się w odległości ok. 150 metrów od budynku).
Internetowy system informacji dla najemców ruszy 7 stycznia 2015 r.  na stronie www.jakusiebie.pl. Tego dnia wszystkie osoby zainteresowane wynajęciem mieszkania poznają warunki najmu oraz szczegółową ofertę, w tym ceny poszczególnych lokali. Budynek w Poznaniu został kupiony w stanie deweloperskim, więc mieszkania muszą zostać jeszcze wykończone. Lokale mają być gotowe do końca marca i wówczas będzie można umówić się na obejrzenie mieszkania za pomocą formularza na stronie www.jakusiebie.pl.
Fundusz Mieszkań na Wynajem jest pionierską na polskim rynku inicjatywą podjętą przez Bank Gospodarstwa Krajowego, który w ten sposób realizuje swoją misję prospołeczną, wspierającą rozwój gospodarki. Inicjatywa ta jest realizowana całkowicie na zasadach rynkowych w oparciu o ustawę o funduszach inwestycyjnych. Nie jest jej celem dostarczenie alternatywy dla mieszkań socjalnych czy komunalnych, ale poprawienie mobilności zawodowej Polaków.
BGK Nieruchomości S.A. jest w trakcie analizy kolejnych 34 projektów zlokalizowanych w kilku miastach w Polsce. Łącznie jest to 3400 mieszkań na różnych etapach budowy. Lokale te będą udostępniane najemcom w latach 2015 - 2017. Finalizacja zakupu każdej nieruchomości zależy od wyników audytu obejmującego kwestie techniczne, prawne, podatkowe i komercyjne. Zgodnie z zapowiedziami proces inwestycyjny Funduszu Mieszkań na Wynajem jest stopniowy i potrwa kilka lat.
Wszystkie nowe informacje będą w temacie mieszkań na wynajem będą publikowane tu na blogu i na fan page na Facebooku

Duże marże deweloperów

Po co budować dużo i tanio jak można mało i zarobić na tym jeszcze lepiej!!!


fot. Shutterstock
Sprzedaż mieszkań stoi, kupują nieliczni. Klienci szukają cenowych okazji i liczą, że deweloperzy jeszcze obniżą ceny.
Warszawa Wawer, kameralne osiedle domów jednorodzinnych. Domy można kupić po 3200 zł za m kw. Czy opłaca się je sprzedawać w tej cenie? - Koszt budowy metra kwadratowego domu waha się w okolicy 2 tys. zł - mówi Piotr Karsch z Przedsiębiorstwa Inwestycyjnego Inwest Ko. - Dodatkowe koszty stanowią cena działki i niewielka marża – dodaje. Oglądamy inne inwestycje w tej dzielnicy. Okazuje się, że bez trudu można kupić 200-metrowy dom w stanie deweloperskim do 700 tys. zł. Ceny zależą nie tylko od powierzchni domu, ale wielkości działki czy materiałów wykończeniowych. Są też droższe, których cena dochodzi do miliona złotych.
Podobnie jest z mieszkaniami. Często na tym samym osiedlu można znaleźć mieszkania o zbliżonych parametrach, ale w innych cenach. Mieszkanie na Woli. Cena 7,1 tys. zł za m kw. Na sąsiednim osiedlu oglądamy mieszkanie o tej samej powierzchni, o tym samym standardzie deweloperskim, które kosztuje 8,5 tys. zł. za m kw. Z kolei najtańsze czteropokojowe mieszkanie można kupić już od 5,4 tys. zł za m kw., kilka przystanków dalej - niemal 7 tys. zł za m kw.
Eksperci liczą cenę metra
Zdaniem profesora Piotra Gajewskiego z Politechniki Krakowskiej, byłego prezesa krakowskiego oddziału Stowarzyszenia Architektów Polskich całkowity koszt wybudowania metra kwadratowego bloku mieszkalnego w Warszawie oscyluje w okolicy 3 tys. zł. - W cenę należy wliczyć zakup działki, jej zagospodarowanie, projekt, materiały oraz samą budowę - mówi. – Jeżeli inwestor sprzedaje mieszkanie po 6 tys. zł to zarobi 100 proc., czym wyższa cena mieszkania tym zarobki wyższe – dodaje prof. Gajewski. Zaznacza jednak, że od tej kwoty należy odliczyć koszty działalności firmy, podatki i inne opłaty. Oficjalnie marża jest znacznie niższa, ale w wielu firmach jest na poziomie kilkudziesięciu procent.
- W mniejszych miastach cena budowy metra kwadratowego mieszkania może wynieść około 2 tys. zł. za m kw. – wylicza profesor. Ale ceny ofertowe mieszkań są o 150-200 procent wyższe od kosztów budowy. Od tego znów trzeba odjąć to, co deweloper wyda na reklamę czy pensje dla pracowników i odda fiskusowi. Zdaniem profesora Gajewskiego wyjątkiem na skalę kraju są inwestycje w Zakopanem, gdzie ceny działek są najwyższe w Polsce.  
Wydawnictwo Sekocenbud obliczyło średnią cenę budowy metra kwadratowego w Polsce. W typowym budynku mieszkalnym wynosi ona 3044 zł brutto, a w apartamentowcu aż 4906 zł brutto. Zdaniem ekspertów koszt budowy dla stolicy będzie o 12 proc. wyższy. Do tej kwoty trzeba doliczyć jeszcze cenę zakupu działki, wykonania przyłączy czy obsługę kredytu. I zostaje już marża dewelopera.
A ile ona wynosi? Z raportu firmy doradczej Reas wynika, że stanowi ona 18 proc. ceny mieszkania. Z tych danych wynika, że deweloper na czysto zarabia na każdym metrze kwadratowym niecałe 1,4 tys. zł. Eksperci firmy wyliczyli, że średnia cena metra kwadratowego mieszkania w Warszawie wynosi 7810 zł. Co się składa na budowę metra kwadratowego? Niemal połowę – 48 proc. – stanowią koszty budowy. Blisko jedna piąta (19 proc.) to koszt zakupu działki, 18 proc. stanowi wspomniana wyżej marża, 6 proc. koszty finansowe i 9 proc. koszty pozostałe. Do tego należy jeszcze dodać podatek VAT.
Co na to deweloperzy?
Agata Wiktorow-Sobczuk z Polnordu przekonuje, że na przestrzeni ostatnich 5-7 lat ceny realizacji w budownictwie były stabilne. - Nie obserwowaliśmy gwałtownych wahań cen, a wzrosty wynikały bardziej z inflacji niż ze zmian cen materiałów czy robocizny - mówi. - Średnia cena realizacji metra kwadratowego w Warszawie waha się między 3200-3300 zł za m kw. a 3500-3600 zł za m kw. i więcej. Jest uzależniona przede wszystkim od projektu. Znacznie droższe są budynki z garażami podziemnymi wielopoziomowymi. Jeśli chodzi o średnie ceny realizacji w skali kraju to wynoszą ok. 3000 zł za metr kw. W sytuacji, gdy ceny realizacji są relatywnie stałe, marża stanowi pochodną przede wszystkim cen sprzedaży oraz ceny zakupu gruntu. Na różnych projektach osiągamy różne marże – opowiada.
Czytaj dalej na kolejnej stronie: jak zaoszczędzić pół miliona złotych?
Swoje wyliczenia przedstawiła też J.W. Construction Holding, największy polski deweloper. – Na cenę metra kwadratowego nowego mieszkania składa się kilka czynników – mówi Małgorzata Szwarc-Sroka, dyrektor pionu ekonomicznego spółki. – Po pierwsze to koszty budowlane. Z naszych analiz wynika, że koszt budowy to przedział pomiędzy 40-60 proc. ceny mieszkania. W drugiej kolejności należy wymienić środki przeznaczone na zakup gruntu. Koszt działki w cenie sprzedaży waha się od kilku do kilkudziesięciu procent. Jest zależny od lokalizacji, uzbrojenia i możliwości zainwestowania w danym miejscu. Dla inwestycji o zbliżonych cechach technicznych i technologicznych koszt budowy w różnych miastach jest zbliżony - opowiada.
Jej zdaniem różnica w koszcie budowy wynika przede wszystkim z możliwości posadowienia na gruncie, możliwości zainwestowania na danym terenie, charakteru budynku, jego cech technicznych i standardu. - W świetle nowych regulacji wynikających z ustawy deweloperskiej dużą część wydatków mogą pochłonąć również koszty finansowe szczególnie przy rachunku powierniczym zamkniętym - zaznacza. Firma jest przed publikacją wyników finansowych i nie wspomina nic o swojej marży.
Pan Grzegorz chciał kupić dom pod Warszawą, który miał kosztować milion złotych. Obejrzał inwestycję, negocjował cenę z handlowcem. - Z zakupu zrezygnowałem, gdy znajomy wybudował dom w znacznie niższej cenie. Kupił działkę w sąsiedniej miejscowości za 200 tys. zł, kolejne 300 tys. zł kosztowała go budowa domu - mówi. Nasz czytelnik też się na to zdecydował i zaoszczędził niemal pół miliona złotych.
- To całkiem możliwe. Inwestor indywidualny zwykle buduje dom jednorodzinny i inaczej podchodzi do kwestii kalkulacji cenowych i wycenia swój czas i pracę w porównaniu z zawodowym podmiotem działającym dla zysku jakim jest deweloper – zaznacza nam ekspert z branży budowlanej. - Klient indywidualny w kalkulacjach rzadko bierze pod uwagę koszty początkowe takie jak pozyskanie nieruchomości - zwykle kupuje sam, rzadko przez pośrednika, koszty przyłączy - poziom uzgodnień jest zwykle prostszy i tańszy przy budowie indywidualnej. Przyszły inwestor sam chodzi do urzędu i załatwia wszystko nie licząc kosztów czasu – opowiada ekspert. - W procesie budowlanym inaczej też kalkuluje koszty czasu własnego, co najwyżej skończy budowę w dwa lata a nie w rok, sam nosi cegły, robi zakupy, kontraktuje usługi i czynności nadzoru - dodaje.
Co jeszcze wpływa na niższy koszt budowy domu? Inwestor indywidualny rzadko korzysta z zaawansowanych, a co za tym idzie kosztownych instrumentów finansowych, nie tworzy rezerw finansowych. Ryzyko niepowodzenia projektu spada na niego bezpośrednio.
W przypadku firmy deweloperskiej rozkład ryzyka i kosztów wygląda odwrotnie. Deweloper rzadko pozyskuje grunt bezpośrednio, musi uwzględniać czynnik czasu, koszty finansowania, koszty organizacyjne, koszty pracy, koszty bezpieczeństwa procesu inwestycyjnego i ryzyka wynikającego ze zmienności otoczenia rynkowego i skali działalności.
- Rzeczywiście, deweloper buduje dla pieniędzy i to jest wpisane w definicję tej działalności. Tak jak bankowcy zarabiają na kredytach i nikt nie może mieć do nich o to pretensji, tak deweloperzy starają się zarabiać na prowadzonej działalności, a to z jakiegoś powodu budzi niezdrowe emocje. Mieszkanie, dom jest takim samym towarem we współczesnej gospodarce jak inne towary i nie ma powodu, dla którego miałby budować dla idei – mówi prof. Piotr Gajewski z Politechniki Krakowskiej.
– Dwucyfrowe marże deweloperów zawsze budziły emocje. Ale jeżeli uwzględni się wszystkie ryzyka, czas budowy, to dlaczego ta marża ma być niższa niż 15 proc. – dodaje inny ekspert z firmy deweloperskiej. - Nie oburza mnie marża sięgająca i 50 proc., bo wiem, że nie zbuduję sam nowoczesnego apartamentowca, a skoro chcę zaspokoić moją próżność lub potrzebę posiadania i mam takie pieniądze to nie będę się kłócił. To jest tak jak z samochodami. Jeżeli chcę jeździć autem mogę kupić 15 letniego golfa za 10 tys. zł albo nowego bentleya za 1,5 mln złotych. Oba auta jeżdżą. To dosyć brutalne oczywiście. Wybór należy do klienta – dodaje.

Deweloperzy zaznaczają, że należy odróżnić wolnorynkowy system, na którym oparte jest budownictwo w Polsce, od systemów opiekuńczych znanych z innych krajów, gdzie funkcjonują sposoby zaspokojenia potrzeb mieszkaniowych tych grup, których nie stać na własne "M". Ich zdaniem to jest właśnie to, co budzi emocje i dyskusję o wysokich kosztach mieszkań. No i rynek dziś - choć się nie sprzedaje, to deweloperzy nie oddają mieszkań za darmo. - Najwyżej przestają budować i to jest racjonalne z ekonomicznego punktu widzenia zachowanie. Ale deweloperzy nie są "Habitat for Humanity" i nie należy tych instytucji mylić – mówi jeden z inwestorów.

sobota, 22 listopada 2014

Nowe zasady w hipotekach. Warto się spieszyć z kredytem?



ANDRZEJ ŁUKOWSKI
Od stycznia niektórym może być trudniej o kredyt hipoteczny. Banki będą miały obowiązek żądać od klientów wyższego niż do tej pory obowiązkowego wkładu własnego. Czy trzeba się spieszyć z kredytem, by zdążyć jeszcze w tym roku?


Zmiany, które szykują się w kredytach hipotecznych, wynikają z rekomendacji Komisji Nadzoru Finansowego, która poszła na wojnę z bankami stosującymi zbyt łagodną politykę pożyczania pieniędzy. Nadzór wyciągnął też wnioski z boomu kredytów frankowych, który dla wielu klientów najbardziej liberalnych banków zakończył się finansową katastrofą. Jeszcze w 2007 r. banki swobodnie udzielały pożyczek nie tylko bez wkładu własnego, ale wręcz z... ujemnym wkładem. Bo jak nazwać kredyt na 130 proc. wartości nieruchomości, obliczony na to, że kiedyś mieszkanie będzie przecież droższe?

Od tego roku banki mają obowiązek żądać od klientów co najmniej 5 proc. wkładu własnego. A więc nie wolno im pożyczyć więcej niż 95 proc. wartości nieruchomości. Oczywiście - klient może mieć wyższy wkład i jest to przez bankowców bardzo mile widziane: może wówczas liczyć na niższą marżę i zapłacić w całym okresie kredytowania nawet o kilkanaście tysięcy złotych niższe odsetki. Ale ze statystyk wynika, że połowa klientów zaciągających w tym roku kredyty hipoteczne ma wkład własny mniejszy niż 20 proc.



Od 1 stycznia 2015 r. limit wkładu własnego idzie w górę - każdy klient musi przynieść co najmniej 10 proc. pieniędzy z własnej kieszeni. A więc jeśli chcesz kupić za pieniądze banku mieszkanie warte 250 tys. zł, bank będzie mógł ci pożyczyć tylko 225 tys. zł, zaś o pozostałe 25 tys. zł będziesz musiał postarać się samodzielnie. Dziś wystarczyłoby 12,5 tys. zł.

Dlaczego będzie nam trudniej?

Bo pieniądz to czas. Zgromadzenie kilkudziesięciu tysięcy złotych na wkład własny jest trudniejsze i wymaga więcej czasu niż kilkunastu tysięcy. Rzadko udaje się to osiągnąć bez nawyku systematycznego oszczędzania. A według Fundacji Kronenberga tylko 12 proc. z nas systematycznie gromadzi oszczędności. Dla części osób, które nie były w stanie zmusić się do odkładania pieniędzy, wymóg uzbierania np. 30-40 tys. zł w ciągu kilku lat może okazać się nie do przeskoczenia. Choć z drugiej strony można zapytać: czy ktoś niemający skłonności ani nawyku oszczędzania powinien kupować na kredyt mieszkanie?

Bo wkład własny to nie wszystko. Nie wystarczy zgromadzić obowiązkowego wkładu do kredytu, by cieszyć się własnym M. Spore pieniądze pochłaniają opłaty transakcyjne i kredytowe, według Open Finance jest to od 6 do 9 proc. wartości nieruchomości. W przypadku mieszkania za 250 tys. zł musimy mieć przy sobie 15-20 tys. zł na takie opłaty, a teraz dodatkowo kolejne 25 tys. zł na wkład własny. Robią się z tego już całkiem duże pieniądze. A przecież kredytów nie zaciąga się dlatego, że ma się za dużo pieniędzy, prawda?

Czy kredyt będzie bezpieczniejszy?

Tak, bo jest większy bufor. Gdyby z jakichś przyczyn wartość nieruchomości spadła, jest mniejsze ryzyko, że kredyt będzie większy niż zabezpieczenie. W tej ryzykownej sytuacji jest dziś jedna trzecia z 550 tys. osób mających kredyty frankowe. Banki mają prawo zgłosić się do nich z żądaniem ustanowienia dodatkowych zabezpieczeń (dopóki kredyt jest spłacany w terminie, często z tego prawa nie korzystają, ale klienci i tak żyją z duszą na ramieniu).

Tak, bo gdybyś stracił pracę... Im większy wkład własny, tym mniej prawdopodobny jest najczarniejszy scenariusz: gdybyś stracił pracę, bank zabrałby mieszkanie, a ty zostałbyś z niczym. Z mieszkaniem wartym więcej niż kredyt możesz w miarę swobodnie nim dysponować, np. zaplanować sprzedaż, spłacić bank i zabrać resztę pieniędzy. Każde załamanie domowych finansów niesie mniejsze ryzyko pozostania z kredytem do końca życia.

Czy trzeba się spieszyć z wnioskiem o kredyt?

Mieszkanie to najpoważniejszy zakup w życiu, więc nie wolno dokonywać go pod presją. Owszem, jeśli dziś nie masz grosza przy duszy, to nowe regulacje mogą nieco oddalić marzenia o własnym M, ale zmiana nie jest tak drastyczna, by całkiem je niweczyła. Kupując dziś na kredyt mieszkanie za 250 tys. zł i tak musiałbyś mieć 12,5 tys. zł własnych oszczędności. Będziesz musiał mieć 25 tys., co może oznaczać konieczność oszczędzania jeszcze przez rok-dwa.

Z drugiej jednak strony, spiesząc się, ryzykujesz, że bank oraz deweloper wykorzystają sytuację. I - wiedząc, że jesteś pod ścianą - nie zaoferują ci takich opustów cenowych lub gratisów, jakie byś standardowo dostał. W styczniu klient z wkładem własnym będzie panem sytuacji, w najbliższych tygodniach musisz się liczyć z tym, że bliżej ci będzie do statusu petenta.

Wymogi pójdą jeszcze w górę, ale Komisja Nadzoru Finansowego zapowiedziała w zeszłym roku, że na 10-proc. wkładzie własnym się nie skończy. W 2016 r. banki nie będą mogły udzielać kredytów większych niż 85 proc. wartości kredytowej nieruchomości, zaś od 2017 r. limit wkładu własnego zostanie podniesiony do 20 proc. Ale na szczęście nie oznacza to tak niekorzystnych zmian dla kredytobiorców niemających oszczędności, jak w tym roku. KNF zgodziła się bowiem, aby klient mający 10 proc. wkładu własnego mógł pozostałą część brakujących pieniędzy zamienić na ubezpieczenie. A więc wykorzystać dokładnie ten sam sposób, który stosują banki od wielu lat dla osób nieposiadających wkładu własnego.

Oznacza to, że jeśli będziesz chciał za kilka lat kupić mieszkanie o wartości 300 tys. zł, to bank zażąda od ciebie 60 tys. zł własnych oszczędności, ale jeśli będziesz miał w portfelu tylko 30 tys., to też nie odeśle cię z kwitkiem, ale jedynie każe wykupić ubezpieczenie na pozostałe 30 tys. zł. Oczywiście - będziesz musiał zapłacić za to kilka procent ubezpieczanej kwoty, ale będzie to i tak mniej dolegliwe rozwiązanie niż przyniesienie dodatkowych 10 proc. wkładu własnego.

Wygląda więc na to, że jeśli chodzi o wkład własny, to największy szok czeka klientów banków na przełomie tego i przyszłego roku, potem będzie już z górki.

Czy w styczniu wzrosną marże kredytowe?

Marże kredytów hipotecznych systematycznie idą w górę. Jeszcze dwa lata temu średnia marża w złotych nie przekraczała 1,4 proc. powyżej stawki WIBOR (cena, po jakiej banki pożyczają sobie pieniądze na rynku międzybankowym). Dziś trudno o kredyt z marżą poniżej 1,9-2 proc.

Będzie drożej, bo Zwolennicy teorii, że będzie coraz drożej (w sensie marż, bo przecież drugi składnik ceny kredytu, czyli stawka WIBOR, idzie systematycznie w dół), twierdzą, że wciąż mamy jedne z najtańszych kredytów hipotecznych w Europie.

Nie będzie drożej, bo Popyt na kredyty w Polsce jest na tyle wątły, a po 1 stycznia 2015 r. jeszcze może się zmniejszyć, że banki nie będą mogły sobie pozwolić na szaleństwa. I że dobry klient jeszcze przez jakiś czas bez problemu znajdzie kredyt z marżą w okolicach 2 proc. Niewykluczone, że wzrost marż ograniczy się jedynie do klientów mających słabszą historię kredytową (lub niemające jej wcale), mało zarabiających i biorących duży kredyt. Ja skłaniam się ku tej właśnie tezie.

Marża jest najważniejsza. Niezależnie od tych dywagacji o wysokość marży kredytowej warto się bić jak o niepodległość, bo każdy drobny ułamek punktu procentowego oznacza kilka tysięcy złotych oszczędności w skali całego kredytu i łącznego okresu spłaty. Np. pożyczając 300 tys. zł i nie płacąc żadnej marży, przy obecnej stopie WIBOR (ok. 2 proc.) zapłaciłbyś przez 30 lat nieco ponad 99 tys. zł odsetek. Przy marży 2 proc. odsetki przez cały okres spłacania rat sięgną 215,6 tys. zł, a przy marży 2,2 proc. - już 228 tys.

6 sposobów na wyższy wkład własny

Systematyczne oszczędzanie: 

Jeśli nie zamierzasz kupować mieszkania zaraz po wprowadzeniu nowych zasad dotyczących wkładu własnego, najprościej będzie, jak wykroisz z domowego budżetu 100-200 zł miesięcznie na oszczędzanie. Złóż w banku zlecenie stałe i niech te pieniądze wędrują na konto oszczędnościowe. Gdy uzbiera się większa sumka - przerzuć część na lokatę. Ile czasu potrzebujesz, żeby zebrać pieniądze na obowiązkowy wkład własny? Gdybyś chciał kupić mieszkanie za 300 tys. zł, potrzebowałbyś 30 tys. zł. Żeby uskładać takie pieniądze na koncie oszczędnościowym i lokatach - przy założeniu, że z tego miksu bezpiecznych produktów bankowych wyciśniesz 3 proc. w skali roku - powinieneś odkładać przez ponad sześć lat po 350 zł miesięcznie. Niemało, ale pamiętaj, że przygotowujesz się do zaciągnięcia prawdopodobnie najpoważniejszego zobowiązania w życiu, które przez kolejne 30 lat będzie wymagało od ciebie dyscypliny finansowej. Warto już dziś zacząć się wprawiać.

Dodatkowa nieruchomość Bank od stycznia nie będzie mógł pożyczyć ci więcej niż 90 proc. wartości nieruchomości, która jest zabezpieczeniem kredytu. Ale być może bank przyjąłby jako "wkład własny w naturze" zabezpieczenie w formie jakiejś dodatkowej nieruchomości (np. działki)?

Zrzutka rodzinna Jeśli nie jesteś w stanie szybko zebrać całej kwoty, która może być potrzebna na wkład własny i inne wydatki związane z kredytem, spróbuj znaleźć sojuszników. Może kilka osób w rodzinie zrzuciłoby się na brakującą kwotę, a ty byś spłacał systematycznie ów dług, nawet z odsetkami? Ale możliwość skorzystania z takiej opcji nie zmienia konieczności oszczędzania. Gdybym sam miał zastosować ten sposób, najpierw położyłbym na stół połowę potrzebnych pieniędzy, które zgromadziłbym z oszczędności. I dopiero wtedy, mając w oczach rodziny "wiarygodność kredytową", rozpocząłbym kwestę. Oczywiście trzeba przy tym pamiętać o przepisach podatkowych dotyczących pożyczek i darowizn.

Kredyt na wkład własny To najbardziej dyskusyjny sposób na spełnienie wymagań nadzoru bankowego. Można sobie wyobrazić, że banki będą udzielały dwóch kredytów - hipotecznego oraz gotówkowego, z którego klient nie zobaczy ani grosza, bo cała kwota pójdzie od razu na zalepienie dziury we wkładzie własnym. KNF zabronił bankom tego typu praktyk. Ale jeśli klient pójdzie po pożyczkę do innego banku....

Pożyczanie pieniędzy drożej po to, żeby spłacić część kredytu zaciągniętego taniej, jest jedną z recept na wpadnięcie w pętlę długów. Zwłaszcza że jeśli kupujesz mieszkanie na rynku pierwotnym, to i tak potrzebujesz pieniędzy na jego urządzenie. Zaciąganie kolejnej pożyczki, żeby sfinansować brakujący wkład własny, może być już na granicy ryzyka.

Mieszkanie na rynku wtórnymOd początku przyszłego roku pomyśl cieplej o zakupie własnego M na rynku wtórnym. Oczywiście: wówczas wybór jest ograniczony, ale odpadają ci koszty doprowadzenia lokalu do stanu używalności. Masz z głowy drugi - oprócz podwyższonego wkładu własnego - składnik kosztów związanych z przeprowadzką na swoje.

Mieszkanie dla Młodych Jeśli spełniasz podstawowe warunki uprawniające do udziału w programie "Mieszkanie dla Młodych" (MdM), a więc masz nie więcej niż 35 lat, nigdy nie miałeś własnego M i chcesz kupić w miarę tanie mieszkanie niekoniecznie w centrum, to zmiany dotyczące wkładu własnego i tak cię nie zabolą, bo dopłata w ramach programu (standardowo 10 proc. wartości mieszkania, w niektórych przypadkach - gdy masz dzieci - może być więcej) i tak zabezpiecza podwyższony wkład własny. A jeśli masz (lub w niedalekich planach) posiadanie dwójki lub więcej dzieci - nawet warto, żebyś poczekał z zakupem mieszkania. W przyszłym roku planowane są zmiany w MdM, które zwiększą dopłatę dla rodzin z dwójką i więcej dzieci (wyniesie nawet 20-25 proc. wartości mieszkania). Czas działa więc na korzyść i nie ma znaczenia, że potrzebny będzie większy wkład własny.


Read more: http://wyborcza.biz/pieniadzeekstra/1,142041,16920650,Nowe_zasady_w_hipotekach__Warto_sie_spieszyc_z_kredytem_.html#ixzz3JGd3uZmn

piątek, 21 listopada 2014

POLACY MAJĄ NAJMNIEJ PRZESTRZENI DO ŻYCIA W UE



Polacy mają najmniej przestrzeni do życia w UE

Według najnowszego raportu OECD tylko w dwóch państwach na świecie przypada mniej pokojów na jednego mieszkańca niż u nas. W Polsce statystycznie na mieszkańca przypada jeden pokój. Gorzej jest tylko w Meksyku i Turcji. Dla przykładu statystyczny Norweg dysponuje 2 pokojami, Czech 1,4 pokoju, a Kanadyjczyk zajmuje średnio 2,5 pomieszczenia.
W najnowszym raporcie OECD badającym jakość życia w regionach Polska zajęła 31 miejsca na 33 kraje w kategorii opisującej ilość pomieszczeń w domach i mieszkaniach przypadających na każdego mieszkańca kraju. Stosunkowo najlepiej w analizie wypadło województwo mazowieckie, podlaskie, dolnośląskie i opolskie osiągając wynik 1,1. Najgorzej województwo podkarpackie, w którym średnio na osobę przypada 0,9 pokoju. Tym samym województwo to znalazło się wśród 5% najgorszych wyników na świecie. Żaden inny region w Europie nie osiągnął tak niskiego wyniku w tej kategorii.
Raport OECD pokazuje, że w żadnym innym kraju europejskim nie ma tak dużego zapotrzebowania na nową przestrzeń mieszkalną jak u nas. Inne badania pokazują, że ponad połowa młodych Polaków mieszka z rodzicami. To wielkie wyzwanie dla kraju, ale też i ogromny potencjał do rozwoju ryku nieruchomości - komentuje Jakub Zagórski, dyrektor ds. marketingu i komunikacji w Skanska Residential Development Poland.
Nasz kraj jest dość konsekwentny w niskich wartościach skali. Pod względem wyrównanej sytuacji mieszkaniowej wszystkich regionów w danym kraju zajmujemy wysokie 9 miejsce.

czwartek, 20 listopada 2014

Skazani na pokój dziecięcy? Co trzeci polski 30-latek mieszka z rodzicami



Młodzi mieszkający z rodzicami

Nawet co trzeci trzydziestolatek w Polsce mieszka z rodzicami. Jak mają się usamodzielnić, skoro nie stać ich na mieszkanie?






Z danych Europejskiego Urzędu Statystycznego (Eurostatu) wynika, że od dziewięciu lat rośnie odsetek tzw. bamboccioni wśród Polaków w wieku 25-34 lat. Już w 2005 r. ponad 36 proc. z nich mieszkało pod jednym dachem z rodzicami, zaś najnowsze statystyki wskazują, że teraz to już przeszło 43 proc. Dla porównania: w całej Europie średnia wynosi ok. 28 proc.

Bartosz Turek z Lion's Banku zwraca uwagę, że młodzi ludzie w tym wieku na ogół zakończyli już edukację, więc prawdopodobnie chcieliby się usamodzielnić. Co im w tym przeszkadza? - Raczej nie brak pracy, bo, jak wskazuje Eurostat, w Polsce dwóch na trzech absolwentów mieszkających z rodzicami ma stałą pracę, a co dwudziesty - dorywczą - podkreśla Bartosz Turek.

Według niego tak słabego wyniku Polski na tle Europy nie należy też wiązać ze względami kulturowymi, które w krajach basenu Morza Śródziemnego powodują, że dorośli mężczyźni świadomie wybierają luksus pozostawania w domu rodzinnym. - U nas problemem są niskie wynagrodzenia oraz wysokie w porównaniu do zarobków ceny zakupu i najmu mieszkań - uważa analityk bankowy.

Pierwsza praca za 1,6 tys. zł miesięcznie

W "Wyborczej" od kilku tygodni zwracamy uwagę na olbrzymi rozdźwięk między oczekiwaniami płacowymi młodych Polaków a tym, co skłonni są im zaoferować pracodawcy. Z badania, które wykonał dla nas TNS Polska, wynika, że większość absolwentów wyższych uczelni w pierwszej pracy może liczyć na ok. 1,6 tys. zł na rękę. - Za takie pieniądze trudno się usamodzielnić - komentował dr Jan Czarzasty z Zakładu Socjologii Ekonomicznej SGH. Co gorsza, często zarobki w pierwszej pracy nie rosną wraz z doświadczeniem i czasem. Jarosław Sadowski z Expandera przyznaje, że osoba z takimi zarobkami nie ma czego szukać w bankach. Natomiast małżeństwo, którego miesięczny dochód netto wynosi ok. 3,2 tys. zł, teoretycznie może liczyć na kredyt nieprzekraczający 279 tys. zł. W aglomeracjach, w których o pracę jest najłatwiej, za taką kwotę można kupić dwupokojowe mieszkanie. Sęk w tym, że rata kredytu (niespełna tysiąc złotych) plus opłaty pochłonęłyby w tym przypadku nawet 40 proc. dochodu, zaś utrata pracy przez jednego z małżonków oznaczałaby katastrofę. Kredytobiorcy coraz częściej się skarżą, że pracodawcy wykorzystują ich strach, np. nie podnosząc pensji, a do tego śrubując wymagania.

Oczywiście także w bogatych krajach na zachodzie Europy, np. w Niemczech, we Francji czy w Wielkiej Brytanii, nie wszystkich stać na własne mieszkanie. Bez problemu można je jednak wynająć. Bartosz Turek podaje przykład Berlina, gdzie najem 30-metrowej kawalerki kosztuje niecałe 400 euro miesięcznie. Kwota ta odpowiada ok. 15 proc. przeciętnego niemieckiego wynagrodzenia netto. Polski paradoks polega na tym, że rośnie grupa młodych Polaków, których nie stać ani na kupno mieszkania na kredyt, ani nawet na wynajem.


Kawalerka w Warszawie? 1,5 tys. zł miesięcznie

W Warszawie na wynajem kawalerki trzeba wydać miesięcznie nawet 1,5 tys. zł, czyli prawie połowę średniej pensji. W tej sytuacji młodzi, dla których samodzielne lokum jest poza zasięgiem, często najmują większe mieszkania w kilka osób lub... emigrują na Zachód, gdzie start jest o wiele łatwiejszy.

Z danych Eurostatu wynika, że młodzi Polacy mogą pozazdrościć zwłaszcza swoim rówieśnikom z krajów skandynawskich - Danii, Szwecji, Norwegii czy Finlandii. W tym pierwszym bardzo trudno jest znaleźć osobę w wieku 25-34 lat mieszkającą pod jednym dachem z rodzicami.

- Co prawda Dania jest krajem o blisko siedmiokrotnie mniejszej liczbie ludności niż Polska. Nie zmienia to jednak faktu, że we wspomnianej grupie wiekowej Polaków mieszkających z rodzicami jest 2,8 mln, czyli ponad 300 razy więcej niż w Danii - komentuje analityk. I wskazuje na dane portalu HousingEurope.eu, z których wynika, że co piąte mieszkanie dostarczane jest tam przez organizacje non profit, które są odpowiednikiem naszych Towarzystw Budownictwa Społecznego (TBS) lub spółdzielni. Budują one czynszówki, przy czym zaledwie 2 proc. kosztów budowy pokrywają najemcy, 7 proc. dodaje gmina w formie nieoprocentowanej pożyczki, zaś pozostała kwota pochodzi z kredytu gwarantowanego przez gminę. Koszty finansowania lokatorzy pokrywają potem w czynszu.

Tymczasem u nas rząd wolał do tej pory dotować własność, np. od stycznia tego roku młodzi mogą skorzystać z dopłaty, która zapewnia im wkład własny do kredytu na zakup nowego mieszkania. Według Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK), który zarządza tym programem, z tej możliwości skorzystało do tej pory prawie 12,9 tys. osób.

W Ministerstwie Infrastruktury i Rozwoju trwają już jednak prace nad programem adresowanym do tych, którzy nie mogą sobie pozwolić na zakup mieszkania na kredyt. Państwo miałoby wspierać m.in. gminne Towarzystwa Budownictwa Społecznego. Budują one czynszówki, w których czynsz jest nawet o połowę niższy od rynkowego. Zaangażowanie w ich budowę zadeklarowały też ostatnio władze stolicy. W ciągu najbliższych siedmiu lat chcą wesprzeć budowę prawie 2,5 tys. mieszkań.

Read  

Marek Wielgo
more: http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,16991202,Skazani_na_pokoj_dzieciecy__Co_trzeci_polski_30_latek.html#ixzz3JcvYXNbq

niedziela, 16 listopada 2014

Blok, w którym możesz przetrwać apokalipsę

Jeśli boisz się apokalipsy, warto byłoby rozważyć przeprowadzkę za ocean, gdzie budowane są podziemne kompleksy mieszkaniowe, w których komfortowo przetrwasz każdy kataklizm.



#1. Survival Condo Complex to kompleks mieszkaniowy sięgający ponad 53 metry pod ziemię. Zbudowano go na bazie starego silosu rakietowego. Zaprojektowano go tak, by 70 osób, które mogą w nim zamieszkać, przeżyło co najmniej pięć lat bez wychodzenia na powierzchnię.

2

#2. Deweloper oferuje mieszkania zajmujące całe lub pół piętra, a ich ceny oscylują pomiędzy półtora a trzema milionami dolarów. Podobno sprzedają się jak ciepłe bułeczki. Swoje apartamenty wykupują głównie przedsiębiorcy, lekarze i naukowcy.

3

#3. Patrząc na liczne udogodnienia trudno dziwić się bogatym, że chcieliby przeżyć tu katastrofę. Mieszkańcy mają dostęp do krytego basenu, kina, ścianki wspinaczkowej, parku dla psów, siłowni, biblioteki i przychodni.

4

#4. Obiekt jest oczywiście chroniony 24 godziny na dobę.

5

#5. Kompleks zbudowany został z myślą o przeżyciu długiego okresu. Po zakupie apartamentu, każdy z mieszkańców otrzymuje 5-letni zapas mrożonego jedzenia.

6

#6. Obecnie kompleks zasilany jest z sieci energetycznej, ale uniezależnienie od niej jest możliwe dzięki własnym generatorom i bateriom.

7

#7. W przypadku kataklizmu kompleks funkcjonować ma jak społeczność. Na jego terenie znajduje się w pełni wyposażona klasa, a nawet cele dla niesfornych mieszkańców.

8

#8. W przypadku katastrofy firma zapewnia transport do bunkra. Planują oferować opancerzony transport, który przywiezie każdego, kto znajduje się w odległości 400 mil od kompleksu.

9

#9. Wszystkie mieszkania w kompleksie w Kansas zostały już wyprzedane. W trakcie budowy jest już bliźniaczy kompleks. Większość apartamentów w tym drugim także już wykupiono.

10

#10. Lary Hall, deweloper, twierdzi, że zapotrzebowanie jest bardzo duże i rozważa budowę trzeciego kompleksu gdzieś w Teksasie.

11

#11. Tak wygląda wnętrze jednego z apartamentów. Wygląda bajerancko. Mają tu nawet sztuczne okna. Na ekranach możesz wyświetlić co tylko zechcesz.

12

#12. Okna na świat mogą wyświetlać nawet obraz na żywo z powierzchni wokół kompleksu.

13

#13. Wygląda na to, że znaleźliśmy odpowiednie miejsce na przetrwanie apokalipsy.

14

środa, 12 listopada 2014

"Mieszkanie dla młodych" po warszawsku, czyli najem, nie własność

Władze stolicy chcą wesprzeć budowę prawie 2,5 tys. mieszkań na wynajem, przeznaczonych głównie dla młodych rodzin. Czynsz ma być dużo niższy od rynkowego - dowiedziała się "Wyborcza".
Z naszych informacji wynika, że plan budowy czynszówek ma być konkurencją dla rządowego programu "Mieszkanie dla młodych" ("MdM"), w którym państwo dopłaca do kredytu na zakup pierwszego lokum. W stołecznym ratuszu uznano, że ten program nie jest korzystny ani dla miasta, ani dla jego młodych mieszkańców. Aby sprostać warunkom cenowym "MdM", deweloperzy budują mieszkania na obrzeżach miasta. Nie dość, że wiąże się to z dewastacją środowiska naturalnego i zwiększeniem liczby samochodów, to do tego słono kosztuje gminę, bo wymusza budowę infrastruktury na obszarach o niskiej gęstości zaludnienia.

O szczegółach planowanych inwestycji poinformują w najbliższy czwartek, a więc tuż przed niedzielnymi wyborami samorządowymi prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz oraz jej zastępca Michał Olszewski. Okazją ma być uroczystość związana z oddaniem do użytkowania ponad 300 nowych mieszkań komunalnych na warszawskiej Pradze-Północ. W ostatnich siedmiu latach powstało ich w stolicy ok. 2,5 tys.

Koszt budowy to 540 mln zł

Jednak do tej pory budowane je głównie z myślą o tych, którzy nie mają dachu nad głową lub żyją w fatalnych warunkach. A do tego dochód na osobę nie może przekraczać ok. 1350 zł. Tymczasem większość potrzebujących zarabia więcej, ale nie na tyle, żeby kupić mieszkanie za kredyt. Właśnie do tej grupy warszawiaków ma być adresowany nowy program, zakładający budowę do 2020 r. blisko 2,5 tys. mieszkań na wynajem.

Dowiedzieliśmy się, że to przedsięwzięcie ma pochłonąć przeszło 540 mln zł, z czego gmina wyłożyłaby ok. 180 mln zł. Samorządowcy liczą też na blisko 62 mln zł dotacji z zasilanego przez budżet państwa Funduszu Dopłat przy Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK). Brakującą kwotę mają pożyczyć w tym państwowym banku na zasadach komercyjnych dwie gminne spółki - Towarzystwa Budownictwa Społecznego. W ostatnich siedmiu latach wybudowały one łącznie tylko ok. 500 mieszkań.

Do tej pory o klucze do nich mogli się ubiegać tylko ci, którzy byli w stanie sfinansować 30 proc. kosztów budowy (kiedy najemca rezygnuje z lokalu, ta tzw. partycypacja jest mu zwracana). I budowa mieszkań w tej formule będzie kontynuowana.

Nowością będzie to, że o takie lokum będą się mogły ubiegać również rodziny niemające oszczędności. Miasto przekaże bowiem swoim TBS-om ponad 20 kamienic wymagających gruntownej modernizacji i częściowo ją sfinansuje. Dzięki temu powstanie ok. 670 mieszkań, do których gmina skieruje swoich najemców. Z kolei przeszło 400 mieszkań ma być wybudowanych w partnerstwie publiczno-prywatnym. Podmiotem prywatnym ma być w tym przypadku TBS. Wynajmie on gminie mieszkania, a ta podnajmie je swoim lokatorom.

BGK chce zainwestować nawet 5 mld zł

Za ile? Stawka czynszu w warszawskich TBS-ach nie może obecnie przekroczyć ok. 20 zł za m kw. Jednak w praktyce sięga 14 zł za metr. I najpewniej właśnie tyle zapłacą nowi najemcy, czyli np. za 50-metrowe mieszkanie - ok. 700 zł. Dla porównania: stawki rynkowe w Warszawie są nawet trzykrotnie wyższe za porównywalny standard. Na razie nie są znane zasady, na jakich będą wybierani najemcy.

Dodajmy, że także wspomniany BGK zamierza zainwestować w czynszówki, nawet 5 mld zł. Należąca do tego banku spółka BGK Nieruchomości, odpowiadająca za inwestycje i zarządzanie aktywami TFI BGK, w ramach którego ma działać Fundusz Mieszkań na Wynajem, podpisała w maju tego roku z deweloperami pierwsze listy intencyjne na zakup budynków z 680 mieszkaniami "pod klucz". BGK ujawnił wówczas jedynie, że chodzi o cztery inwestycje w Warszawie, Wrocławiu i Trójmieście. Z naszych informacji wynika, że w najbliższych tygodniach transakcje mają być sfinalizowane. Wtedy też BGK ujawni ich szczegóły. Przypomnijmy, że plan BGK zakłada zakup ok. 20 tys. mieszkań w największych miastach.

Artykuł ze strony www.gazeta.pl

poniedziałek, 10 listopada 2014

Japońscy studenci budują perfekcyjny dom – który ma zaledwie 7 m² !

Jak mawia stare przysłowie – potrzeba jest matką wynalazków. Analizując potrzeby mieszkaniowe przeciętnego studenta, grupa przyszłych architektów z Chongqing University w Chinach zaprojektowała dom, który owe potrzeby miałby spełniać.
Projekt zaskakuje pod wieloma rozmaitymi aspektami: po pierwsze, wykonany jest w całości z drzewa – po drugie ma zaledwie 7 metrów kwadratowych, co nie przeszkadza mu posiadać wszystkich niezbędnych sprzętów i mebli.
dom_
dom_1
dom_2
dom_3
dom_4
dom_5
dom_6
dom_7
Ważny detal – mimo iż wyposażenie nietypowego mieszkania ograniczono do minimum, nie pominięto specjalnego miejsca na alkohol, niezbędnego w każdym studencki kącie!
Artykuł ze strony http://cooltowo.pl/

Wyobraźcie sobie jak by polskie akademiki zatopiono takimi modułowymi pokoikami. Może tylko trochę więcej miejsca poświecić dla łazienki. W końcu zapewniony by był komfort i ludzki warunki oraz prywatność 


piątek, 7 listopada 2014

Fundusz mieszkań na wynajme



Witam ,
wystartował program Funduszu mieszkań na wynajem. To program rządowy, jak wiecie wytarował on już w tamtym roku i od tego czasu nic się w nim nie dzieje. Nie pojawiają się ofert mimo dużego zainteresowania. Żaden deweloper nie popsuje sobie rynku a może to fundusz nie chce zapłacić odpowiedniej sumy za mieszkania. Czytałem jakie są wymagania bloków które mogą brać udział w przetargach na sprzedasz ich do funduszu, wydało mi się to trochę dziwne i jak by nie poprawne że określa się dostawce armatury a nie klasę jej albo standard urządzenia. Inną kwestią jest też to że z państwowej kasy łatwo jest urzędnikowi wydać pieniądze o wartości których nawet nie ma pojęcia gdyż ich nigdy nie zarobił. 
http://www.jakusiebie.pl/
Informujcie znajomych zapisujcie się sami korzystajcie:-) zapraszam do komentowania i udostępniania
strona na Facebook

czwartek, 6 listopada 2014

czemu w Polsce nie jest dobrze

Witam,
czynsze w Polsce to prawie cala pensja jednego młodego pracownika a gdzie pieniądze na życie na przyjemności które tez są tak drogie z tego zestawienia wynika że wynajmując prawie się wegetuje
czynszcze w polsce w roku 2013r.
Pozdrawiam Czynszówka

do czego dążę:)

czym jest ta strona dlaczego powstała?
jest to storna która ma zebrać młode osoby które rozumieją nie poprawności działania tego kraja i chcę coś z tym zrobić tak jak WOŚP odmieniła polskie szpitale chcemy aby w tym kraju powstały mieszkania na wynajem za rozsądna cenę żeby młody człowiek pracujący mógł wynająć mieszkanie dla siebie a nie jak często teraz bywa pokój ze studentami. aby to zmienić my musimy się zebrać i stworzyć system który doprowadzi do obniżenia cen najmu oraz do powstania większej ilości mieszkań na wynajem często na pewno oglądacie amerykańskie seriale i filmy nie zał warzyliście że tam większość ludzi wynajmuje mieszkania i domy i nie narusza to ich budżetu. czekam na wasz odzew a wtedy ruszymy do boju i krok po kroku zmienimy coś razem w naszym kraju.
Pozdrawiam Czynszówka