Nawet co trzeci trzydziestolatek w Polsce mieszka z rodzicami. Jak mają się usamodzielnić, skoro nie stać ich na mieszkanie?
Z danych Europejskiego Urzędu Statystycznego (Eurostatu) wynika, że od dziewięciu lat rośnie odsetek tzw. bamboccioni wśród Polaków w wieku 25-34 lat. Już w 2005 r. ponad 36 proc. z nich mieszkało pod jednym dachem z rodzicami, zaś najnowsze statystyki wskazują, że teraz to już przeszło 43 proc. Dla porównania: w całej Europie średnia wynosi ok. 28 proc.
Bartosz Turek z Lion's Banku zwraca uwagę, że młodzi ludzie w tym wieku na ogół zakończyli już edukację, więc prawdopodobnie chcieliby się usamodzielnić. Co im w tym przeszkadza? - Raczej nie brak pracy, bo, jak wskazuje Eurostat, w Polsce dwóch na trzech absolwentów mieszkających z rodzicami ma stałą pracę, a co dwudziesty - dorywczą - podkreśla Bartosz Turek.
Według niego tak słabego wyniku Polski na tle Europy nie należy też wiązać ze względami kulturowymi, które w krajach basenu Morza Śródziemnego powodują, że dorośli mężczyźni świadomie wybierają luksus pozostawania w domu rodzinnym. - U nas problemem są niskie wynagrodzenia oraz wysokie w porównaniu do zarobków ceny zakupu i najmu mieszkań - uważa analityk bankowy.
Pierwsza praca za 1,6 tys. zł miesięcznie
W "Wyborczej" od kilku tygodni zwracamy uwagę na olbrzymi rozdźwięk między oczekiwaniami płacowymi młodych Polaków a tym, co skłonni są im zaoferować pracodawcy. Z badania, które wykonał dla nas TNS Polska, wynika, że większość absolwentów wyższych uczelni w pierwszej pracy może liczyć na ok. 1,6 tys. zł na rękę. - Za takie pieniądze trudno się usamodzielnić - komentował dr Jan Czarzasty z Zakładu Socjologii Ekonomicznej SGH. Co gorsza, często zarobki w pierwszej pracy nie rosną wraz z doświadczeniem i czasem. Jarosław Sadowski z Expandera przyznaje, że osoba z takimi zarobkami nie ma czego szukać w bankach. Natomiast małżeństwo, którego miesięczny dochód netto wynosi ok. 3,2 tys. zł, teoretycznie może liczyć na kredyt nieprzekraczający 279 tys. zł. W aglomeracjach, w których o pracę jest najłatwiej, za taką kwotę można kupić dwupokojowe mieszkanie. Sęk w tym, że rata kredytu (niespełna tysiąc złotych) plus opłaty pochłonęłyby w tym przypadku nawet 40 proc. dochodu, zaś utrata pracy przez jednego z małżonków oznaczałaby katastrofę. Kredytobiorcy coraz częściej się skarżą, że pracodawcy wykorzystują ich strach, np. nie podnosząc pensji, a do tego śrubując wymagania.
Oczywiście także w bogatych krajach na zachodzie Europy, np. w Niemczech, we Francji czy w Wielkiej Brytanii, nie wszystkich stać na własne mieszkanie. Bez problemu można je jednak wynająć. Bartosz Turek podaje przykład Berlina, gdzie najem 30-metrowej kawalerki kosztuje niecałe 400 euro miesięcznie. Kwota ta odpowiada ok. 15 proc. przeciętnego niemieckiego wynagrodzenia netto. Polski paradoks polega na tym, że rośnie grupa młodych Polaków, których nie stać ani na kupno mieszkania na kredyt, ani nawet na wynajem.
Kawalerka w Warszawie? 1,5 tys. zł miesięcznie
W Warszawie na wynajem kawalerki trzeba wydać miesięcznie nawet 1,5 tys. zł, czyli prawie połowę średniej pensji. W tej sytuacji młodzi, dla których samodzielne lokum jest poza zasięgiem, często najmują większe mieszkania w kilka osób lub... emigrują na Zachód, gdzie start jest o wiele łatwiejszy.
Z danych Eurostatu wynika, że młodzi Polacy mogą pozazdrościć zwłaszcza swoim rówieśnikom z krajów skandynawskich - Danii, Szwecji, Norwegii czy Finlandii. W tym pierwszym bardzo trudno jest znaleźć osobę w wieku 25-34 lat mieszkającą pod jednym dachem z rodzicami.
- Co prawda Dania jest krajem o blisko siedmiokrotnie mniejszej liczbie ludności niż Polska. Nie zmienia to jednak faktu, że we wspomnianej grupie wiekowej Polaków mieszkających z rodzicami jest 2,8 mln, czyli ponad 300 razy więcej niż w Danii - komentuje analityk. I wskazuje na dane portalu HousingEurope.eu, z których wynika, że co piąte mieszkanie dostarczane jest tam przez organizacje non profit, które są odpowiednikiem naszych Towarzystw Budownictwa Społecznego (TBS) lub spółdzielni. Budują one czynszówki, przy czym zaledwie 2 proc. kosztów budowy pokrywają najemcy, 7 proc. dodaje gmina w formie nieoprocentowanej pożyczki, zaś pozostała kwota pochodzi z kredytu gwarantowanego przez gminę. Koszty finansowania lokatorzy pokrywają potem w czynszu.
Tymczasem u nas rząd wolał do tej pory dotować własność, np. od stycznia tego roku młodzi mogą skorzystać z dopłaty, która zapewnia im wkład własny do kredytu na zakup nowego mieszkania. Według Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK), który zarządza tym programem, z tej możliwości skorzystało do tej pory prawie 12,9 tys. osób.
W Ministerstwie Infrastruktury i Rozwoju trwają już jednak prace nad programem adresowanym do tych, którzy nie mogą sobie pozwolić na zakup mieszkania na kredyt. Państwo miałoby wspierać m.in. gminne Towarzystwa Budownictwa Społecznego. Budują one czynszówki, w których czynsz jest nawet o połowę niższy od rynkowego. Zaangażowanie w ich budowę zadeklarowały też ostatnio władze stolicy. W ciągu najbliższych siedmiu lat chcą wesprzeć budowę prawie 2,5 tys. mieszkań.
Read
Marek Wielgo
more: http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,16991202,Skazani_na_pokoj_dzieciecy__Co_trzeci_polski_30_latek.html#ixzz3JcvYXNbq
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz