Od stycznia niektórym może być trudniej o kredyt hipoteczny. Banki będą miały obowiązek żądać od klientów wyższego niż do tej pory obowiązkowego wkładu własnego. Czy trzeba się spieszyć z kredytem, by zdążyć jeszcze w tym roku?
Zmiany, które szykują się w kredytach hipotecznych, wynikają z rekomendacji Komisji Nadzoru Finansowego, która poszła na wojnę z bankami stosującymi zbyt łagodną politykę pożyczania pieniędzy. Nadzór wyciągnął też wnioski z boomu kredytów frankowych, który dla wielu klientów najbardziej liberalnych banków zakończył się finansową katastrofą. Jeszcze w 2007 r. banki swobodnie udzielały pożyczek nie tylko bez wkładu własnego, ale wręcz z... ujemnym wkładem. Bo jak nazwać kredyt na 130 proc. wartości nieruchomości, obliczony na to, że kiedyś mieszkanie będzie przecież droższe?
Od tego roku banki mają obowiązek żądać od klientów co najmniej 5 proc. wkładu własnego. A więc nie wolno im pożyczyć więcej niż 95 proc. wartości nieruchomości. Oczywiście - klient może mieć wyższy wkład i jest to przez bankowców bardzo mile widziane: może wówczas liczyć na niższą marżę i zapłacić w całym okresie kredytowania nawet o kilkanaście tysięcy złotych niższe odsetki. Ale ze statystyk wynika, że połowa klientów zaciągających w tym roku kredyty hipoteczne ma wkład własny mniejszy niż 20 proc.

Od 1 stycznia 2015 r. limit wkładu własnego idzie w górę - każdy klient musi przynieść co najmniej 10 proc. pieniędzy z własnej kieszeni. A więc jeśli chcesz kupić za pieniądze banku mieszkanie warte 250 tys. zł, bank będzie mógł ci pożyczyć tylko 225 tys. zł, zaś o pozostałe 25 tys. zł będziesz musiał postarać się samodzielnie. Dziś wystarczyłoby 12,5 tys. zł.
Dlaczego będzie nam trudniej?
Bo pieniądz to czas. Zgromadzenie kilkudziesięciu tysięcy złotych na wkład własny jest trudniejsze i wymaga więcej czasu niż kilkunastu tysięcy. Rzadko udaje się to osiągnąć bez nawyku systematycznego oszczędzania. A według Fundacji Kronenberga tylko 12 proc. z nas systematycznie gromadzi oszczędności. Dla części osób, które nie były w stanie zmusić się do odkładania pieniędzy, wymóg uzbierania np. 30-40 tys. zł w ciągu kilku lat może okazać się nie do przeskoczenia. Choć z drugiej strony można zapytać: czy ktoś niemający skłonności ani nawyku oszczędzania powinien kupować na kredyt mieszkanie?
Bo wkład własny to nie wszystko. Nie wystarczy zgromadzić obowiązkowego wkładu do kredytu, by cieszyć się własnym M. Spore pieniądze pochłaniają opłaty transakcyjne i kredytowe, według Open Finance jest to od 6 do 9 proc. wartości nieruchomości. W przypadku mieszkania za 250 tys. zł musimy mieć przy sobie 15-20 tys. zł na takie opłaty, a teraz dodatkowo kolejne 25 tys. zł na wkład własny. Robią się z tego już całkiem duże pieniądze. A przecież kredytów nie zaciąga się dlatego, że ma się za dużo pieniędzy, prawda?
Czy kredyt będzie bezpieczniejszy?
Tak, bo jest większy bufor. Gdyby z jakichś przyczyn wartość nieruchomości spadła, jest mniejsze ryzyko, że kredyt będzie większy niż zabezpieczenie. W tej ryzykownej sytuacji jest dziś jedna trzecia z 550 tys. osób mających kredyty frankowe. Banki mają prawo zgłosić się do nich z żądaniem ustanowienia dodatkowych zabezpieczeń (dopóki kredyt jest spłacany w terminie, często z tego prawa nie korzystają, ale klienci i tak żyją z duszą na ramieniu).
Tak, bo gdybyś stracił pracę... Im większy wkład własny, tym mniej prawdopodobny jest najczarniejszy scenariusz: gdybyś stracił pracę, bank zabrałby mieszkanie, a ty zostałbyś z niczym. Z mieszkaniem wartym więcej niż kredyt możesz w miarę swobodnie nim dysponować, np. zaplanować sprzedaż, spłacić bank i zabrać resztę pieniędzy. Każde załamanie domowych finansów niesie mniejsze ryzyko pozostania z kredytem do końca życia.
Czy trzeba się spieszyć z wnioskiem o kredyt?
Mieszkanie to najpoważniejszy zakup w życiu, więc nie wolno dokonywać go pod presją. Owszem, jeśli dziś nie masz grosza przy duszy, to nowe regulacje mogą nieco oddalić marzenia o własnym M, ale zmiana nie jest tak drastyczna, by całkiem je niweczyła. Kupując dziś na kredyt mieszkanie za 250 tys. zł i tak musiałbyś mieć 12,5 tys. zł własnych oszczędności. Będziesz musiał mieć 25 tys., co może oznaczać konieczność oszczędzania jeszcze przez rok-dwa.
Z drugiej jednak strony, spiesząc się, ryzykujesz, że bank oraz deweloper wykorzystają sytuację. I - wiedząc, że jesteś pod ścianą - nie zaoferują ci takich opustów cenowych lub gratisów, jakie byś standardowo dostał. W styczniu klient z wkładem własnym będzie panem sytuacji, w najbliższych tygodniach musisz się liczyć z tym, że bliżej ci będzie do statusu petenta.
Wymogi pójdą jeszcze w górę, ale Komisja Nadzoru Finansowego zapowiedziała w zeszłym roku, że na 10-proc. wkładzie własnym się nie skończy. W 2016 r. banki nie będą mogły udzielać kredytów większych niż 85 proc. wartości kredytowej nieruchomości, zaś od 2017 r. limit wkładu własnego zostanie podniesiony do 20 proc. Ale na szczęście nie oznacza to tak niekorzystnych zmian dla kredytobiorców niemających oszczędności, jak w tym roku. KNF zgodziła się bowiem, aby klient mający 10 proc. wkładu własnego mógł pozostałą część brakujących pieniędzy zamienić na ubezpieczenie. A więc wykorzystać dokładnie ten sam sposób, który stosują banki od wielu lat dla osób nieposiadających wkładu własnego.
Oznacza to, że jeśli będziesz chciał za kilka lat kupić mieszkanie o wartości 300 tys. zł, to bank zażąda od ciebie 60 tys. zł własnych oszczędności, ale jeśli będziesz miał w portfelu tylko 30 tys., to też nie odeśle cię z kwitkiem, ale jedynie każe wykupić ubezpieczenie na pozostałe 30 tys. zł. Oczywiście - będziesz musiał zapłacić za to kilka procent ubezpieczanej kwoty, ale będzie to i tak mniej dolegliwe rozwiązanie niż przyniesienie dodatkowych 10 proc. wkładu własnego.
Wygląda więc na to, że jeśli chodzi o wkład własny, to największy szok czeka klientów banków na przełomie tego i przyszłego roku, potem będzie już z górki.
Czy w styczniu wzrosną marże kredytowe?
Marże kredytów hipotecznych systematycznie idą w górę. Jeszcze dwa lata temu średnia marża w złotych nie przekraczała 1,4 proc. powyżej stawki WIBOR (cena, po jakiej banki pożyczają sobie pieniądze na rynku międzybankowym). Dziś trudno o kredyt z marżą poniżej 1,9-2 proc.
Będzie drożej, bo Zwolennicy teorii, że będzie coraz drożej (w sensie marż, bo przecież drugi składnik ceny kredytu, czyli stawka WIBOR, idzie systematycznie w dół), twierdzą, że wciąż mamy jedne z najtańszych kredytów hipotecznych w Europie.
Nie będzie drożej, bo Popyt na kredyty w Polsce jest na tyle wątły, a po 1 stycznia 2015 r. jeszcze może się zmniejszyć, że banki nie będą mogły sobie pozwolić na szaleństwa. I że dobry klient jeszcze przez jakiś czas bez problemu znajdzie kredyt z marżą w okolicach 2 proc. Niewykluczone, że wzrost marż ograniczy się jedynie do klientów mających słabszą historię kredytową (lub niemające jej wcale), mało zarabiających i biorących duży kredyt. Ja skłaniam się ku tej właśnie tezie.
Od tego roku banki mają obowiązek żądać od klientów co najmniej 5 proc. wkładu własnego. A więc nie wolno im pożyczyć więcej niż 95 proc. wartości nieruchomości. Oczywiście - klient może mieć wyższy wkład i jest to przez bankowców bardzo mile widziane: może wówczas liczyć na niższą marżę i zapłacić w całym okresie kredytowania nawet o kilkanaście tysięcy złotych niższe odsetki. Ale ze statystyk wynika, że połowa klientów zaciągających w tym roku kredyty hipoteczne ma wkład własny mniejszy niż 20 proc.
Od 1 stycznia 2015 r. limit wkładu własnego idzie w górę - każdy klient musi przynieść co najmniej 10 proc. pieniędzy z własnej kieszeni. A więc jeśli chcesz kupić za pieniądze banku mieszkanie warte 250 tys. zł, bank będzie mógł ci pożyczyć tylko 225 tys. zł, zaś o pozostałe 25 tys. zł będziesz musiał postarać się samodzielnie. Dziś wystarczyłoby 12,5 tys. zł.
Dlaczego będzie nam trudniej?
Bo pieniądz to czas. Zgromadzenie kilkudziesięciu tysięcy złotych na wkład własny jest trudniejsze i wymaga więcej czasu niż kilkunastu tysięcy. Rzadko udaje się to osiągnąć bez nawyku systematycznego oszczędzania. A według Fundacji Kronenberga tylko 12 proc. z nas systematycznie gromadzi oszczędności. Dla części osób, które nie były w stanie zmusić się do odkładania pieniędzy, wymóg uzbierania np. 30-40 tys. zł w ciągu kilku lat może okazać się nie do przeskoczenia. Choć z drugiej strony można zapytać: czy ktoś niemający skłonności ani nawyku oszczędzania powinien kupować na kredyt mieszkanie?
Bo wkład własny to nie wszystko. Nie wystarczy zgromadzić obowiązkowego wkładu do kredytu, by cieszyć się własnym M. Spore pieniądze pochłaniają opłaty transakcyjne i kredytowe, według Open Finance jest to od 6 do 9 proc. wartości nieruchomości. W przypadku mieszkania za 250 tys. zł musimy mieć przy sobie 15-20 tys. zł na takie opłaty, a teraz dodatkowo kolejne 25 tys. zł na wkład własny. Robią się z tego już całkiem duże pieniądze. A przecież kredytów nie zaciąga się dlatego, że ma się za dużo pieniędzy, prawda?
Czy kredyt będzie bezpieczniejszy?
Tak, bo jest większy bufor. Gdyby z jakichś przyczyn wartość nieruchomości spadła, jest mniejsze ryzyko, że kredyt będzie większy niż zabezpieczenie. W tej ryzykownej sytuacji jest dziś jedna trzecia z 550 tys. osób mających kredyty frankowe. Banki mają prawo zgłosić się do nich z żądaniem ustanowienia dodatkowych zabezpieczeń (dopóki kredyt jest spłacany w terminie, często z tego prawa nie korzystają, ale klienci i tak żyją z duszą na ramieniu).
Tak, bo gdybyś stracił pracę... Im większy wkład własny, tym mniej prawdopodobny jest najczarniejszy scenariusz: gdybyś stracił pracę, bank zabrałby mieszkanie, a ty zostałbyś z niczym. Z mieszkaniem wartym więcej niż kredyt możesz w miarę swobodnie nim dysponować, np. zaplanować sprzedaż, spłacić bank i zabrać resztę pieniędzy. Każde załamanie domowych finansów niesie mniejsze ryzyko pozostania z kredytem do końca życia.
Czy trzeba się spieszyć z wnioskiem o kredyt?
Mieszkanie to najpoważniejszy zakup w życiu, więc nie wolno dokonywać go pod presją. Owszem, jeśli dziś nie masz grosza przy duszy, to nowe regulacje mogą nieco oddalić marzenia o własnym M, ale zmiana nie jest tak drastyczna, by całkiem je niweczyła. Kupując dziś na kredyt mieszkanie za 250 tys. zł i tak musiałbyś mieć 12,5 tys. zł własnych oszczędności. Będziesz musiał mieć 25 tys., co może oznaczać konieczność oszczędzania jeszcze przez rok-dwa.
Z drugiej jednak strony, spiesząc się, ryzykujesz, że bank oraz deweloper wykorzystają sytuację. I - wiedząc, że jesteś pod ścianą - nie zaoferują ci takich opustów cenowych lub gratisów, jakie byś standardowo dostał. W styczniu klient z wkładem własnym będzie panem sytuacji, w najbliższych tygodniach musisz się liczyć z tym, że bliżej ci będzie do statusu petenta.
Wymogi pójdą jeszcze w górę, ale Komisja Nadzoru Finansowego zapowiedziała w zeszłym roku, że na 10-proc. wkładzie własnym się nie skończy. W 2016 r. banki nie będą mogły udzielać kredytów większych niż 85 proc. wartości kredytowej nieruchomości, zaś od 2017 r. limit wkładu własnego zostanie podniesiony do 20 proc. Ale na szczęście nie oznacza to tak niekorzystnych zmian dla kredytobiorców niemających oszczędności, jak w tym roku. KNF zgodziła się bowiem, aby klient mający 10 proc. wkładu własnego mógł pozostałą część brakujących pieniędzy zamienić na ubezpieczenie. A więc wykorzystać dokładnie ten sam sposób, który stosują banki od wielu lat dla osób nieposiadających wkładu własnego.
Oznacza to, że jeśli będziesz chciał za kilka lat kupić mieszkanie o wartości 300 tys. zł, to bank zażąda od ciebie 60 tys. zł własnych oszczędności, ale jeśli będziesz miał w portfelu tylko 30 tys., to też nie odeśle cię z kwitkiem, ale jedynie każe wykupić ubezpieczenie na pozostałe 30 tys. zł. Oczywiście - będziesz musiał zapłacić za to kilka procent ubezpieczanej kwoty, ale będzie to i tak mniej dolegliwe rozwiązanie niż przyniesienie dodatkowych 10 proc. wkładu własnego.
Wygląda więc na to, że jeśli chodzi o wkład własny, to największy szok czeka klientów banków na przełomie tego i przyszłego roku, potem będzie już z górki.
Czy w styczniu wzrosną marże kredytowe?
Marże kredytów hipotecznych systematycznie idą w górę. Jeszcze dwa lata temu średnia marża w złotych nie przekraczała 1,4 proc. powyżej stawki WIBOR (cena, po jakiej banki pożyczają sobie pieniądze na rynku międzybankowym). Dziś trudno o kredyt z marżą poniżej 1,9-2 proc.
Będzie drożej, bo Zwolennicy teorii, że będzie coraz drożej (w sensie marż, bo przecież drugi składnik ceny kredytu, czyli stawka WIBOR, idzie systematycznie w dół), twierdzą, że wciąż mamy jedne z najtańszych kredytów hipotecznych w Europie.
Nie będzie drożej, bo Popyt na kredyty w Polsce jest na tyle wątły, a po 1 stycznia 2015 r. jeszcze może się zmniejszyć, że banki nie będą mogły sobie pozwolić na szaleństwa. I że dobry klient jeszcze przez jakiś czas bez problemu znajdzie kredyt z marżą w okolicach 2 proc. Niewykluczone, że wzrost marż ograniczy się jedynie do klientów mających słabszą historię kredytową (lub niemające jej wcale), mało zarabiających i biorących duży kredyt. Ja skłaniam się ku tej właśnie tezie.
Marża jest najważniejsza. Niezależnie od tych dywagacji o wysokość marży kredytowej warto się bić jak o niepodległość, bo każdy drobny ułamek punktu procentowego oznacza kilka tysięcy złotych oszczędności w skali całego kredytu i łącznego okresu spłaty. Np. pożyczając 300 tys. zł i nie płacąc żadnej marży, przy obecnej stopie WIBOR (ok. 2 proc.) zapłaciłbyś przez 30 lat nieco ponad 99 tys. zł odsetek. Przy marży 2 proc. odsetki przez cały okres spłacania rat sięgną 215,6 tys. zł, a przy marży 2,2 proc. - już 228 tys.
6 sposobów na wyższy wkład własny
Systematyczne oszczędzanie:
Jeśli nie zamierzasz kupować mieszkania zaraz po wprowadzeniu nowych zasad dotyczących wkładu własnego, najprościej będzie, jak wykroisz z domowego budżetu 100-200 zł miesięcznie na oszczędzanie. Złóż w banku zlecenie stałe i niech te pieniądze wędrują na konto oszczędnościowe. Gdy uzbiera się większa sumka - przerzuć część na lokatę. Ile czasu potrzebujesz, żeby zebrać pieniądze na obowiązkowy wkład własny? Gdybyś chciał kupić mieszkanie za 300 tys. zł, potrzebowałbyś 30 tys. zł. Żeby uskładać takie pieniądze na koncie oszczędnościowym i lokatach - przy założeniu, że z tego miksu bezpiecznych produktów bankowych wyciśniesz 3 proc. w skali roku - powinieneś odkładać przez ponad sześć lat po 350 zł miesięcznie. Niemało, ale pamiętaj, że przygotowujesz się do zaciągnięcia prawdopodobnie najpoważniejszego zobowiązania w życiu, które przez kolejne 30 lat będzie wymagało od ciebie dyscypliny finansowej. Warto już dziś zacząć się wprawiać.
Dodatkowa nieruchomość Bank od stycznia nie będzie mógł pożyczyć ci więcej niż 90 proc. wartości nieruchomości, która jest zabezpieczeniem kredytu. Ale być może bank przyjąłby jako "wkład własny w naturze" zabezpieczenie w formie jakiejś dodatkowej nieruchomości (np. działki)?
Zrzutka rodzinna Jeśli nie jesteś w stanie szybko zebrać całej kwoty, która może być potrzebna na wkład własny i inne wydatki związane z kredytem, spróbuj znaleźć sojuszników. Może kilka osób w rodzinie zrzuciłoby się na brakującą kwotę, a ty byś spłacał systematycznie ów dług, nawet z odsetkami? Ale możliwość skorzystania z takiej opcji nie zmienia konieczności oszczędzania. Gdybym sam miał zastosować ten sposób, najpierw położyłbym na stół połowę potrzebnych pieniędzy, które zgromadziłbym z oszczędności. I dopiero wtedy, mając w oczach rodziny "wiarygodność kredytową", rozpocząłbym kwestę. Oczywiście trzeba przy tym pamiętać o przepisach podatkowych dotyczących pożyczek i darowizn.
Kredyt na wkład własny To najbardziej dyskusyjny sposób na spełnienie wymagań nadzoru bankowego. Można sobie wyobrazić, że banki będą udzielały dwóch kredytów - hipotecznego oraz gotówkowego, z którego klient nie zobaczy ani grosza, bo cała kwota pójdzie od razu na zalepienie dziury we wkładzie własnym. KNF zabronił bankom tego typu praktyk. Ale jeśli klient pójdzie po pożyczkę do innego banku....
Pożyczanie pieniędzy drożej po to, żeby spłacić część kredytu zaciągniętego taniej, jest jedną z recept na wpadnięcie w pętlę długów. Zwłaszcza że jeśli kupujesz mieszkanie na rynku pierwotnym, to i tak potrzebujesz pieniędzy na jego urządzenie. Zaciąganie kolejnej pożyczki, żeby sfinansować brakujący wkład własny, może być już na granicy ryzyka.
Mieszkanie na rynku wtórnymOd początku przyszłego roku pomyśl cieplej o zakupie własnego M na rynku wtórnym. Oczywiście: wówczas wybór jest ograniczony, ale odpadają ci koszty doprowadzenia lokalu do stanu używalności. Masz z głowy drugi - oprócz podwyższonego wkładu własnego - składnik kosztów związanych z przeprowadzką na swoje.
Mieszkanie dla Młodych Jeśli spełniasz podstawowe warunki uprawniające do udziału w programie "Mieszkanie dla Młodych" (MdM), a więc masz nie więcej niż 35 lat, nigdy nie miałeś własnego M i chcesz kupić w miarę tanie mieszkanie niekoniecznie w centrum, to zmiany dotyczące wkładu własnego i tak cię nie zabolą, bo dopłata w ramach programu (standardowo 10 proc. wartości mieszkania, w niektórych przypadkach - gdy masz dzieci - może być więcej) i tak zabezpiecza podwyższony wkład własny. A jeśli masz (lub w niedalekich planach) posiadanie dwójki lub więcej dzieci - nawet warto, żebyś poczekał z zakupem mieszkania. W przyszłym roku planowane są zmiany w MdM, które zwiększą dopłatę dla rodzin z dwójką i więcej dzieci (wyniesie nawet 20-25 proc. wartości mieszkania). Czas działa więc na korzyść i nie ma znaczenia, że potrzebny będzie większy wkład własny.
6 sposobów na wyższy wkład własny
Systematyczne oszczędzanie:
Jeśli nie zamierzasz kupować mieszkania zaraz po wprowadzeniu nowych zasad dotyczących wkładu własnego, najprościej będzie, jak wykroisz z domowego budżetu 100-200 zł miesięcznie na oszczędzanie. Złóż w banku zlecenie stałe i niech te pieniądze wędrują na konto oszczędnościowe. Gdy uzbiera się większa sumka - przerzuć część na lokatę. Ile czasu potrzebujesz, żeby zebrać pieniądze na obowiązkowy wkład własny? Gdybyś chciał kupić mieszkanie za 300 tys. zł, potrzebowałbyś 30 tys. zł. Żeby uskładać takie pieniądze na koncie oszczędnościowym i lokatach - przy założeniu, że z tego miksu bezpiecznych produktów bankowych wyciśniesz 3 proc. w skali roku - powinieneś odkładać przez ponad sześć lat po 350 zł miesięcznie. Niemało, ale pamiętaj, że przygotowujesz się do zaciągnięcia prawdopodobnie najpoważniejszego zobowiązania w życiu, które przez kolejne 30 lat będzie wymagało od ciebie dyscypliny finansowej. Warto już dziś zacząć się wprawiać.
Dodatkowa nieruchomość Bank od stycznia nie będzie mógł pożyczyć ci więcej niż 90 proc. wartości nieruchomości, która jest zabezpieczeniem kredytu. Ale być może bank przyjąłby jako "wkład własny w naturze" zabezpieczenie w formie jakiejś dodatkowej nieruchomości (np. działki)?
Zrzutka rodzinna Jeśli nie jesteś w stanie szybko zebrać całej kwoty, która może być potrzebna na wkład własny i inne wydatki związane z kredytem, spróbuj znaleźć sojuszników. Może kilka osób w rodzinie zrzuciłoby się na brakującą kwotę, a ty byś spłacał systematycznie ów dług, nawet z odsetkami? Ale możliwość skorzystania z takiej opcji nie zmienia konieczności oszczędzania. Gdybym sam miał zastosować ten sposób, najpierw położyłbym na stół połowę potrzebnych pieniędzy, które zgromadziłbym z oszczędności. I dopiero wtedy, mając w oczach rodziny "wiarygodność kredytową", rozpocząłbym kwestę. Oczywiście trzeba przy tym pamiętać o przepisach podatkowych dotyczących pożyczek i darowizn.
Kredyt na wkład własny To najbardziej dyskusyjny sposób na spełnienie wymagań nadzoru bankowego. Można sobie wyobrazić, że banki będą udzielały dwóch kredytów - hipotecznego oraz gotówkowego, z którego klient nie zobaczy ani grosza, bo cała kwota pójdzie od razu na zalepienie dziury we wkładzie własnym. KNF zabronił bankom tego typu praktyk. Ale jeśli klient pójdzie po pożyczkę do innego banku....
Pożyczanie pieniędzy drożej po to, żeby spłacić część kredytu zaciągniętego taniej, jest jedną z recept na wpadnięcie w pętlę długów. Zwłaszcza że jeśli kupujesz mieszkanie na rynku pierwotnym, to i tak potrzebujesz pieniędzy na jego urządzenie. Zaciąganie kolejnej pożyczki, żeby sfinansować brakujący wkład własny, może być już na granicy ryzyka.
Mieszkanie na rynku wtórnymOd początku przyszłego roku pomyśl cieplej o zakupie własnego M na rynku wtórnym. Oczywiście: wówczas wybór jest ograniczony, ale odpadają ci koszty doprowadzenia lokalu do stanu używalności. Masz z głowy drugi - oprócz podwyższonego wkładu własnego - składnik kosztów związanych z przeprowadzką na swoje.
Mieszkanie dla Młodych Jeśli spełniasz podstawowe warunki uprawniające do udziału w programie "Mieszkanie dla Młodych" (MdM), a więc masz nie więcej niż 35 lat, nigdy nie miałeś własnego M i chcesz kupić w miarę tanie mieszkanie niekoniecznie w centrum, to zmiany dotyczące wkładu własnego i tak cię nie zabolą, bo dopłata w ramach programu (standardowo 10 proc. wartości mieszkania, w niektórych przypadkach - gdy masz dzieci - może być więcej) i tak zabezpiecza podwyższony wkład własny. A jeśli masz (lub w niedalekich planach) posiadanie dwójki lub więcej dzieci - nawet warto, żebyś poczekał z zakupem mieszkania. W przyszłym roku planowane są zmiany w MdM, które zwiększą dopłatę dla rodzin z dwójką i więcej dzieci (wyniesie nawet 20-25 proc. wartości mieszkania). Czas działa więc na korzyść i nie ma znaczenia, że potrzebny będzie większy wkład własny.
Read more: http://wyborcza.biz/pieniadzeekstra/1,142041,16920650,Nowe_zasady_w_hipotekach__Warto_sie_spieszyc_z_kredytem_.html#ixzz3JGd3uZmn
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz